Zniszczone samoloty wojskowe, są ofiary. Jak podaje PAP, do dwóch eksplozji doszło niemal w tym samym czasie w dwóch różnych miejscach – na lotniskach pod Riazaniem i pod miastem Engels na
Do obowiązków każdego kapłana, poza sprawowaniem mszy, należy także głoszenie Ewangelii Słowa Bożego. Dzieje się to oczywiście w czasie mszy, ale także jest to prowadzenie katechezy w szkołach. Księża do tego obowiązku przygotowują się (a przynajmniej powinni) podobnie jak inni nauczyciele do prowadzenia lekcji.
Mówi się, że księża są jak samoloty. Gdy jeden upadnie, trąbią o tym wszystkie media - milcząc o tych, które ciągle latają. Każdy ksiądz niezależnie od tego jakim jest człowiekiem ma moc, której nie ma nikt inny.
- Słyszałem kiedyś, że księża są jak samoloty, trafiają na czołówki mediów tylko wtedy, kiedy upadają - oświadczył papież. Apel o wewnętrzna przemianę
Odnalezione samoloty leżały od 30 do 76 metrów pod powierzchnią Oceanu. Mark Moline, założyciel Project Recover, wypowiedział się na temat odnalezionych maszyn . Mężczyzna przyznał, że mimo radości, odkrywcom towarzyszy również uczucie pokory wobec zasług tych, którzy polegli w trakcie II wojny światowej.
Uczestnicy Red Bull Paper Wings w prosty sposób tworzą samoloty z papieru, które biją rekordy. Sprawdź instrukcję złożenia takiego modelu. Zbudujesz go w minutę. Potrzebujesz tylko kartki
uVbB7. 26 grudnia 2021, 7:00. 2 min czytania Co roku po świętach Bożego Narodzenia księża ruszają z tradycyjną wizytą duszpasterską. Przez kilka tygodni odwiedzają swoich wiernych w domach, przy okazji zbierając dziesiątki kopert z pieniędzmi. "Co łaska" to zazwyczaj między 50 a 100 zł, choć zdarzają się i hojniejsi parafianie. Większość pieniędzy ksiądz musi jednak oddać. Księża musza oddać większość pieniędzy, które zbiorą po kolędzie. Są one przekazywane na różne cele. | Foto: Adam Staskiewicz / East News / East News Kolęda to coroczna tradycja, która w Kościele Katolickim rozpoczyna się po świętach Bożego Narodzenia Odwiedzający parafian księża zazwyczaj w ciągu kilku tygodni odwiedzają kilkaset albo kilka tysięcy mieszkań W zdecydowanej większości z nich czeka na nich koperta z pieniędzmi. Bo choć ofiara nie jest obowiązkowa, to w tradycji zakorzeniła się bardzo głęboko i mało kto wyobraża sobie kolędę bez niej Więcej takich historii znajdziesz na stronie głównej Choć coraz więcej Polaków przyznaje, że przestało chodzić regularnie do kościoła, to coroczna kolęda wymyka się temu trendowi. Jak pisaliśmy w Onecie w ubiegłym roku, wciąż ponad połowa z nas decyduje się na przyjmowanie księdza na wizytę duszpasterską. Odmiennego zdania jest zaledwie co piąty Polak. Jak pisała przed laty Katolicka Agencja Informacyjna, kolęda to dla wielu księży swoista "trzynastka". Wizyta u parafian to dodatkowe pieniądze, które jednak nie trafiają w pełni do kieszeni duchownych. "Sposób dzielenia jest różny i przynosić może pojedynczemu księdzu od tysiąca do kilku tysięcy zł rocznie. Bywa, że połowa całej kwoty ofiarowanej przy okazji kolędy przeznaczana jest na cele parafialne i diecezjalne, a połowa równo dzielona pośród księży. Niekiedy, po odliczeniu składek do kasy parafialnej i diecezjalnej, księżom przypada zaledwie 20 proc. zebranej kwoty" - pisał lata temu tygodnik katolicki "Niedziela". Dalsza część artykułu znajduje się poniżej materiału wideo Czytaj także w BUSINESS INSIDER Ile pieniędzy dostają księża? Przykład? "Parafia wiejska w diecezji tarnowskiej, 3,2 tys. mieszkańców, 3 księży. Po kolędzie otrzymują oni w sumie ok. 22 tys. zł, z czego 10 proc. wędruje do kasy kurii, 20 proc. na cele remontowe w parafii, 10 proc. na dofinansowanie wyjazdów wakacyjnych dla dzieci z parafii, 10 proc. na zakup sprzętu rehabilitacyjnego. Pozostała część, czyli 50 proc. dzielona jest pomiędzy księży. Każdy z nich dostaje ok. 4 tys. zł" - czytamy w branżowym piśmie. Tu jednak sporo zależy od konkretnej archidiecezji, a nawet parafii. Konkretny podział środków zależy od decyzji poszczególnych hierarchów kościelnych w regionach. "W 3-tysięcznej parafii w diecezji bielsko-żywieckiej z kolędy trzej księża przynoszą do parafii ok. 30 tys. zł. 10 proc. z tej kwoty trafia do kurii, 20 proc. na parafię, reszta do podziału dla księży. Jeśli jednak parafia prowadzi jakąś dużą inwestycję, w kasie parafialnej zostaje nawet 50 proc. zebranych pieniędzy. W diecezji płockiej połowa zebranej kolędy trafia do kasy parafialnej – po odliczeniu 10 proc. na rzecz kurii – druga połowa do kieszeni księdza" - wylicza "Niedziela". Im większe parafie, tym więcej pieniędzy. Inna sprawa, że w miastach ludzie są do zasady bardziej sceptyczni do wpuszczania księdza po kolędzie, ale jednocześnie są w stanie włożyć do koperty większe kwoty. Z raportu Katolickiej Agencji Informacyjnej wynika, że najczęściej ofiarowaną kwotą jest 50 zł. Jednak zdarzają się tacy, co w kopertę wkładają mniej albo więcej. Nie brakuje też tych, co ograniczają się do pustej koperty. Niektórzy księża jednak doskonale katalogują otrzymane koperty, więc świetnie wiedzą, kto w danym roku dał mu 100 zł, a kto pustą kopertę. Co roku zdarzają się również sytuacje, w których proboszczowie z ambony odczytują nazwiska i ofiarowane kwoty. Taka tradycja obowiązuje choćby w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Miedźnie. To jednak wyjątki, znacznie częściej księża ograniczają się do przekazywania parafianom zbiorczych danych dla całej parafii. "Księża z zarobionych pieniędzy płacą podatki na rzecz diecezji, składają się na fundusz wspierania księży emerytów, chorych kapłanów, na misje i na seminaria duchowne. Spłacają też swoje wykształcenie z czasów seminarium. Przekazują też datki na diecezjalne dzieła charytatywne, np. Dom Samotnej Matki czy klasztory klauzurowe" - informuje "Niedziela".
Dom księży emerytów w Otwocku, gdzie przebywa skazany w 2013 r. przez polski sąd za pedofilię ks. Grzegorz K., jest jedyną placówką należącą do diecezji warszawsko-praskiej, w której nie przebywają osoby poniżej 18. roku życia - poinformował PAP dyrektor diecezjalnego biura prasowego Jakub Troszyński. Ksiądz Grzegorz K. został w 2013 roku skazany przez sąd na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata za molestowanie 11-letniego ministranta w Otwocku Wielkim. Do przestępstw miało dochodzić w latach odwołania obrony b. proboszcza Sąd Okręgowy Warszawa-Praga oddalił apelację. Wyrok uprawomocnił się dokładnie 8 lat temu – 28 stycznia 2014 r. Dzień później w komunikacie Kurii, podpisanym przez jej kanclerza ks. dr. Dariusza Szczepaniuka poinformowano, że "zgodnie z wytycznymi Konferencji Episkopatu Polski, po zakończeniu sprawy przez organy państwowe, rozpoczęło się postępowanie kanoniczne".Z ustaleń PAP wynika, że w kwietniu 2018 roku, po zakończeniu kary więzienia w zawieszeniu, nowy biskup diecezji warszawsko-praskiej Romuald Kamiński mianował ks. Grzegorza K. administratorem Domu Księży Emerytów w diecezji warszawsko-praskiej. Po doniesieniach medialnych o pedofilskiej przeszłości K. i sprzeciwu mieszkańców Otwocka duchowny został odwołany z funkcji. W związku z zakończeniem, w grudniu 2021 roku procesu karno-administracyjnego ks. Grzegorza K., watykańska Kongregacja Nauki Wiary nałożyła na niego kary. Po postępowaniu kościelnym K. "otrzymał zakaz wykonywania publicznie wszelkich funkcji kapłańskich, dożywotni zakaz pracy duszpasterskiej i posługi wobec małoletnich z uwzględnieniem dożywotniego zakazu sprawowania sakramentu pokuty i pojednania wobec osób, które nie ukończyły 18. roku życia, zakaz przebywania na terenie parafii NMP Matki Pięknej Miłości w Warszawie-Tarchominie oraz parafii MB Ostrobramskiej w Otwocku Wielkim".Miał zamieszkać w zamkniętym klasztorze. "Nie wymaga izolacji"W oświadczeniu z 2022 roku kuria zaznaczyła, że "na czas odbywania kary ks. Grzegorz K. został umieszczony w domu księży emerytów. W tym miejscu kurator ustanowiony przez biskupa sprawuje nad nim pieczę", a ks. Grzegorz K. "odbył terapię psychologiczną". "Według biegłych nie wymaga izolacji. Mimo tego ma zakaz od władz kościelnych jakiegokolwiek kontaktu z osobami nieletnimi" - wskazała odpowiedzi na oświadczenie Kurii na portalu ukazał się 19 stycznia br. artykuł Zbigniewa Nosowskiego "Papierowy klasztor, papierowy kurator? Nowe wiadomości o ks. Grzegorzu K.". Redaktor zwrócił w nim uwagę, że "ukarany duchowny mimo oświadczenia kurii przez kilka lat nie mieszkał w zamkniętym klasztorze, lecz we wsi Kępa Nadbrzeska należącej do parafii w Otwocku Wielkim, gdzie w latach 2001–2006 był proboszczem i gdzie dokonał czynów, za które został skazany przez sąd."Jedyna placówka, w której nie przebywają osoby poniżej 18 lat"W odpowiedzi na pytanie PAP, "czy od września 2018 do 2021, ks. Grzegorz K. przebywał w zamkniętym klasztorze i był odsunięty od wszelkich posług i funkcji o charakterze duszpasterskim" - jak napisała w oświadczeniu kuria oraz - "czy prawdą są twierdzenia zawarte w artykule red. Nosowskiego, że w okresie od września 2018 r. do 2021 r. ks. Grzegorz K. mieszkał we wsi Kępa Nadbrzeska", dyr. biura prasowego diecezji warszawsko-praskiej Jakub Troszyński napisał, że "w wymienionym okresie ks. Grzegorz K. miał nakaz przebywania we wskazanych przez biskupa miejscach odosobnienia w celu odbycia pokuty i resocjalizacji".Rzecznik diecezji zwrócił jednocześnie uwagę, że "Kępa Nadbrzeska nie została wskazana przez biskupa, jako miejsce przebywania". Zapytany o to, dlaczego K. został ponownie przeniesiony do domu księży emerytów w Otwocku, rzecznik diecezji warszawsko-praskiej poinformował: "Dom księży emerytów w Otwocku jest jedyną placówką, należącą do diecezji warszawsko-praskiej, w której nie przebywają osoby poniżej 18. roku życia. Jednocześnie w tym ośrodku ks. Grzegorz K. odbywa prace służebne - dodał Troszyński. - Magdalena Gronek, Iwona Żurek/
Jest noc. Z bramy krakowskiej knajpy wychodzi najpierw dwóch mężczyzn, później trzy dziewczyny. Przypadkowy przechodzień zaczyna nagrywać telefonem film i głośno komentować sytuację. Sugeruje, że kobiety są lekkich obyczajów, a mężczyźni są pedofilami. „Do domu” – mówi jeden z mężczyzn do nagrywającego. „Co do domu, k***a, zaraz będziesz miał do domu, k***o pedofilu ty” – odpowiada uprzejmie przechodzień. Znając krakowskie realia weekendowo-imprezowe, z pewnym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że natrętny nagrywacz za chwilę straci albo telefon, który stłuczony wyląduje gdzieś w okolicznych krzakach, albo nawet kilka zębów. Jak zareaguje społeczeństwo na bójkę wywołaną przez człowieka, który w nocy podchodzi do obcych ludzi, zaczyna ich nagrywać i obrażać? Prawdopodobnie przyzna rację grupie wychodzącej z imprezy. Gdy przyjedzie policja, też nie będzie mieć wątpliwości, a jeśli nagrywający cudem zachowa swój telefon i opublikuje w internecie nagranie wykonane bez zgody nagrywanych, jest szansa, że będzie musiał zapłacić odszkodowanie za naruszenie dóbr osobistych, prawa do prywatności i dobrego imienia. No, chyba że mężczyźni są księżmi i wychodzą z terenu plebanii – wtedy można ich nagrywać, obrażać, a potem natychmiast pokazać na Twitterze, osądzić na YouTube i na podstawie niewyraźnego, kilkudziesięciosekundowego nagrania ocenić, że wychodzące z terenu parafii dziewczyny są nieletnie, że księża są „pijani jak bela” i że w związku z tym każdy ksiądz powinien być albo wykastrowany, albo zamknięty w więzieniu. I właśnie do takich wniosków (sic!) dochodzą w ciągu kilku minut dwaj influencerzy komentujący sytuację nagraną na krakowskich Azorach „przez kolegę”. Sugerując przy tym, że jeden z księży od dawna jest podejrzewany o seksualne kontakty z nieletnimi, że znajomy detektyw ma dużo nagrań, które tego dowodzą, tylko nie można ich opublikować, a anonimowi ludzie potwierdzają to w anonimowych wiadomościach, których prawdziwości ze względu na ich dobro nie można potwierdzić. Zostańcie z nami, za chwilę ujawnimy światu kolejny niewyraźny filmik z księdzem i powiemy wam, co trzeba o nim myśleć! Opublikowane nagranie obiega internet, przynosząc kilkanaście tekstów o bardzo podobnych tytułach: „Księża przyłapani z trzema kobietami.” „Nocne cimcirimci w Krakowie”. „Skandal w Krakowie. Księża z młodymi kobietami bawili się na plebanii!” „Nocna impreza na parafii? Księża nagrani w towarzystwie młodych kobiet”, „Księża z Krakowa nagrani z kobietami. Parafia się tłumaczy i przeprasza”. A parafia na drugi dzień naprawdę przeprasza za księży, których zachowanie „pomimo prowokacji, było wysoce niestosowne”. I tłumaczy, że kobiety były pełnoletnie, że nie były na plebanii same, ale w towarzystwie innych mężczyzn, że księża nie byli pod wpływem alkoholu. Dla internautów nie ma to dużego znaczenia: pytani w sondażach, jak oceniają zachowanie księży i Kościół katolicki, w trzech czwartych przypadków odpowiadają, że źle. O ocenę zachowania „przypadkowego przechodnia” nikt ich nie pyta. Hejt produkuje się sam. Teksty się klikają, odsłony rosną, sugestywne tytuły zostają w głowach ludzi, którzy czytają same nagłówki i utwierdzają się w przekonaniu, że oto kolejni księża pokazali swoje prawdziwe oblicze i dołączyli do listy przestępców seksualnych. Czy widoczny na nagraniu ksiądz naprawdę ma coś na sumieniu? Nie wiem. Czy detektyw ma prawdziwe nagrania? Nie wiem. Czy anonimowi informatorzy influencera istnieją naprawdę? Nie wiem. Wiem, że tak się właśnie nakręca spiralę nienawiści. Boję się, że jeszcze miesiąc, dwa wyleje się z przestrzeni online do realnego życia hejt, umiejętnie nakręcany przez szukających rozgłosu influencerów, których istnienie jest zależne od tego, czy dadzą publice coś, co się klika i szeruje. A hodowanie odbiorców z podgrzanymi emocjami i karmienie ich nienawiścią do każdego człowieka w sutannie skończy się tragicznie. I obym się myliła. Najbardziej mnie jednak boli to, że w całej tej sytuacji nikt nie myśli o trzech kobietach. Patrzę na nie, nagrane przy tej nieszczęsnej furtce, w letnich sukienkach do kostek, nazwanych przez media „wieczorowymi, imprezowymi strojami”, trzymające się z daleka od nadchodzącej awantury, zaniepokojone, i myślę o tym, jak musiały się czuć. Obraźliwie nazwane „dziewczynkami”, przewleczone przez oskarżycielskie nagłówki i manipulacyjne akapity, użyte jako broń w walce ze znienawidzoną „czarną mafią”, potrzebne tylko po to, żeby zasugerować, że są nieletnie i wykorzystane. Uprzedmiotowione przez łowców sensacji i tropicieli pedofilii. Nieważne, drugoplanowe bohaterki sprowokowanej dla internetów dramy, zmieszane z błotem w ścieku komentarzy. Nie wiem, kim jesteście, dziewczyny. Ale nie jesteście same. Niech się ciężko wstydzą ci, co wypuścili nagranie do sieci. Powinni was za to przepraszać na kolanach. Marta Łysek - dziennikarka i teolog, pisarka i blogerka. Poza pisaniem ogarnia innym ludziom ich teksty i książki. Na swoim Instagramie organizuje warsztatowe zabawy dla piszących. Twórczyni Maluczko - bloga ze Słowem. Jest żoną i matką. Odpoczywa, chodząc po górach, robiąc zdjęcia i słuchając dobrych historii. W Wydawnictwie WAM opublikowała podlaski kryminał z podtekstem - "Ciało i krew".
Wyjaśnię na początku może dlaczego taki tekst piszę… Niedługo rozpoczną się w parafiach spowiedzi wielkopostne itd. Co roku w związku z tym będzie można zauważyć w mediach atak na kapłanów, na Kościół, będzie wyśmiewany sakrament pokuty.. Zwróćcie uwagę, że tak jest co roku. Media robią wszystko nieraz żeby odciągnąć ludzi od Chrystusa… robią to konkretni ludzie. Po co? Może po to, żeby uspokoić swoje własne sumienie… nie wiem. Dlatego chciałem napisać pewną obronę księdza. Taki może nawet mały manifest… Wielu ludzi sobie nie zdaje sprawy jak wygląda życie księdza. Niektórzy myślą, że bycie księdzem to tylko same luksusy, samochód, pensja itd. Ileż to mitów krąży na temat kont bankowych księży, na temat ceny ich samochodu… nie będę nawet tego wymieniał. Jest to jakoś tak mocno wszczepione w nasze umysły, że ciężko to zrozumieć. Sam mam 17 letni samochód, który naprawdę nie jest wiele wart, ale jak przyjechałem kiedyś do szkoły to od razu usłyszałem z ust młodzieży: „Jaaa… ale ksiądz ma samochód…!!!” tak mocno to tkwi w umysłach ludzi, że nawet jakby ksiądz przyjechał „maluchem” to i tak niektórzy powiedzą, że „za drogi”. ;) Proszę by mnie dobrze zrozumiano… Ja nie twierdzę, że źle się kapłanom dzieje… Nie… pewnie aż za dobrze… i niektórzy na pewno przesadzają… mam tego świadomość… ale na Boga! Czy nowy samochód księdza może się stać powodem czyjegoś odejścia od Kościoła? No… rzeczywistość pokazuje, że niestety tak. Wiele jest spraw, które mogą razić ludzkie oko patrząc na księdza. Tylko, że nam kapłanom jest naprawdę ciężko „dogodzić” ludziom… Bo ubierze ksiądz starą sutannę, mówią: «nie dba o powagę swego stanu». Ubierze nową sutannę, zapytają: «skąd on na to ma?». Jest przystojny, powiedzą: «wodzi na pokuszenie». Jest niepozorny, zapytają: «czy naprawdę do seminarium mogą iść tylko łamagi?». Jest na dystans, powiedzą: «oschły». Pogłaszcze dziecko po głowie, powiedzą: «oho...». Nie wie, co to ipod powiedzą: «nienowoczesny». Wie, co to ipod, stwierdzą: «niechże on raczej będzie teologiem». Mówi obszerniej, skwitują: «wodę leje». Mówi krótko, powiedzą: „znowu się nie przygotował”. Jak jest młody, powiedzą: «co taki może wiedzieć o życiu?». Jak jest stary, stwierdzą: «co on wie o życiu, taki stary, teraz są inne czasy»”. Rozmaici są księża… Ale spróbujcie czasem zrozumieć. Popatrzmy z innej strony… Młody chłopak idzie do seminarium. Kończy je mając 25 lat. Niemal od razu jest postawiony na piedestale. Wszyscy mówią mu jaki ma być… A jaki ma być? No idealny! Żeby piękne kazania głosił, żeby zawsze był uśmiechnięty, żeby wszystkim pomagał, słuchał problemów innych i je rozwiązywał itd. A jak rzeczywistość wygląda? Że wielu sobie nie radzi z tak wielkimi wymaganiami. Ksiądz też ma problemy osobiste… rodzinne… Niewielu sobie zdaje sprawę jak wygląda życie księdza za drzwiami plebanii. Jak wielkie nieraz to dramaty. Jak wielu zmaga się z samotnością, depresję, duchowymi pokusami, poczuciem odrzucenia… No bo ten nasz katecheta to za gruby, nudne kazania mówi, nie ma poczucia humoru… itd… Są tacy, którzy myślą chyba, że ksiądz jest ze stali i nie można go niczym zranić i mówią wszystko, piszą anonimy, donoszą, rozsiewają plotki, pomówienia… A tak się składa, że księża to przeważnie mężczyźni bardzo wrażliwi… emocjonalni, uduchowieni. I spotka się taki młody ksiądz jeden, drugi, trzeci raz z odrzuceniem, wyśmianiem… to co robi? Zaczyna powoli odpuszczać, jego serce się robi z kamienia. Zamyka się w sobie. I tak mamy rzeczywiście niektórych księży z którymi się nie da żyć… Nie przeczę! Wiem, że tacy są… Ale czy myślicie, że oni od początku swojego życia kapłańskiego tacy byli? Oschli, grubiańscy? Nie… nie byli tacy. Zadałeś sobie kiedyś pytanie co mogło wpłynąć na twojego proboszcza, że np. jest zamknięty w sobie? A może jego serce to rana na ranie? Bo się przez całe życie spotykał z wyśmiewaniem, odrzuceniem, plotkami na swój temat, niesłusznymi oskarżeniami…? I dziś jest odpychającym, sfrustrowanym anty świadectwem… odpuścił, stwierdził, że nie warto kochać ludzi, bo tylko boli i nie chce znów z nożem w plecach skończyć. Nie chcę, tutaj nikogo bronić, ani nikogo krytykować. Wiem, że winy kleru są wielkie… że daleko nam do świętości. Że jesteśmy czasem anty przykładem... ale i wielkie są winy ludzi świeckich. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. Proszę tylko byście próbowali nas – kapłanów – zrozumieć. My staramy się zrozumieć was. Wyjść naprzeciw waszym problemom. Proszę: nie krytykujcie wad księdza… nie musicie też go chwalić… Bo ostatecznie nie chodzi o osobiste przymioty księdza, ale o szacunek do Jego kapłaństwa! Najgłupszym powodem jakim może być zrezygnowanie z Kościoła, spowiedzi wielkopostnej jest ksiądz - „Nie będę się modlił bo mój ksiądz to jest taki…” Wybaczcie, ale to byłaby głupota… zamykać sobie drogę do nieba przez wady (prawdziwe lub nie) księdza. Wiem, że ktoś mógł "coś" usłyszeć przy spowiedzi, że w kancelarii został żle potraktowany. Dziś w imieniu tych wszystkich kapłanów proszę Cię o przebaczenie... Ktoś napisał kiedyś, że księża są jak samoloty… codziennie tysiące ludzi bezpiecznie z nich korzysta i nikt o nich nie mówi, ale wystarczy, że rozbije się jeden i jest na ustach całego świata… Wielu jest wspaniałych kapłanów - zdecydowanie - bezpiecznie ludzi przewożą do nieba… są rozbitki… są… Ale spróbuj dziś zobaczyć i docenić tych co codziennie „latają”. Wzbijają się do nieba, męczą się, pracują byś ty mógł bezpiecznie wejść w ramiona Chrystusa. Niech nikt w tym czasie nie wmówi Ci, że nie potrzebujesz Boga, spowiedzi, Eucharystii bo księża mają wady i Kościół je ma. Oczywiście, że ma! Każdy – bo wszyscy jesteśmy grzesznikami… ale święty jest Chrystus… JESTEŚMY KOŚCIOŁEM CHRYSTUSA - JEGO CIAŁEM. Dajmy sobie żyć nawzajem bo razem wędrujemy do nieba... :)
Łukasz Najder: liczę, że różni sympatyczni ludzie spośród moich bliższych i dalszych znajomych, którzy dawali się nabierać na jego niby to niezależność czy akcyjki humanitarne przetrą oczka i w końcu zobaczą, że to wyjątkowo szkodliwy idiota zamieniający nam, jako wicedyrektor TVP 1 (lol, hahahaha), media publiczne w taśmociąg toksycznego prawicowego gówna. "Tak, warto znać proporcje. Proporcje te zna Wildstein. Pisze nawet "Tymczasem lewa strona, dziś tak ochoczo strojąca się w moralizujące szaty, ma w tej materii dużo więcej na sumieniu". Powtórzmy: lewa strona ma DUŻO WIĘCEJ na sumieniu od Kościoła Katolickiego, w którym tysiące księży wkładało penisa w usta małych chłopców i dziewczynek. Dla Wildsteina Dawida istnieje coś co powoduje DUŻO WIĘKSZY grzech niż penetracja dziewczyńskiej pochwy przez dorosłego. Cóż to takiego? Otóż, mowa o „nurcie detabuizacji kolejnych przestrzeni życia ludzkiego i rozpatrywaniu ich właśnie w kontekście seksualnym – oczywiście w imię rozbicia zniewalających naszą wolność przestarzałych norm tym właśnie jest „Dużo więcej na sumieniu”. Gdy spytają Wildsteina Dawida: Hej, Dejv, co jest gorsze: gwałcenie ośmiolatka, czy "detabuizacji kolejnych przestrzeni życia ludzkiego" – odpowiedź Dawida będzie musi być dość oczywista. Tak, warto znać proporcje. Wildstein przywołuje przykład Cohn Bendita, który, jak wspominał kiedyś Orliński, naćpany udzielił wywiadu i napisał książkę. Tak. Cały jeden obrzydliwy przypadek pedofili werbalnej, ale jednak nie zrealizowanej. A teraz w imię proporcji wyobraźcie sobie, że to nie arcybiskup Michalik, a lewicowiec mówi o tym, że dzieci same wskakują księżom do łóżka. To nie prokurator Piotrowicz w kontekście pedofila z Tylawy, a lewicowiec opowiada dziennikarce, że księża mogą całować dzieci w usta. I że to nie Samuel Pereira, a lewicowy „dziennikarz”, w ciemno broni księdza Wojciecha G., który jak się okazało potem rzeczywiście był pedofilem z Dominikany. Albo że nie katolicki Zanussi, a lewak Zandberg broni Polańskiego? Mało wam wyobraźni? Wyobraźcie więc sobie, że to amerykańska lewica Berniego Saundersa każe nosić dzieciom złote gwiazdy na szyjach i masowo je gwałcić. A potem, że to australijska lewica dyma tysiące, nie jednego, a tysiące dzieci. Że jakaś irlandzka partia pracy robi obozy, w których trzyma seksualnych niewolników. Wyobrażacie sobie? A to właśnie robił Kościół katolicki. I co na to katolicy? Gwałcenie tysięcy dzieci, tysiące penisów w gębach, odbytach? A Dawid Wildstein na to: ojtam, ojtam, jebło to jebło na ch. drążyć temat, samoloty, helikoptery i w ogóle. Ale za to detabuizacja kolejnych przestrzeni życiowych… Być może rzeczywiście księża są jak samoloty, chociaż samoloty same chyba nie przerzucają najmłodszych pasażerów do hangarów, by tam je wykorzystywać seksualnie? Ale z pewnością Wildsteiny są jak te pierwsze zmywarki. Nie ma prawicowego syfu, którego nie podejmą się wyczyścić, ale gdy się bliżej przyjrzysz zawsze, ale to zawsze, jakieś zabrudzenie zostanie". Wildsteiny są jak zmywarki Księża są jak samoloty – mówi się głównie o tych kilku, co upadli, a nie o tych dziesiątkach tysięcy, którzy nadal wykonują swoje zadania – napisał dziś na TVP Info Dawid Wildstein. Jest to,… Źródło Opublikowano: 2018-09-14 21:12:31
księża są jak samoloty